Przepraszam, że tak długo nie było postu, ale źle się czułam i nie dałam rady dodać go wcześniej.
Makijaż. Każda z nas lubi się podobać.
Niektóre są piękne z natury, niektórym trzeba troszkę pomóc makijażem. Jednak
zauważyłam, że wiele dziewczyn w moim wieku (i nie tylko) przesadza z make
up’em. Tona fluidów, pudrów, cieni, tuszu, szminek. Ja sama używam jedynie
kremu z dodatkiem pudru, korektora i odżywki do rzęs (sprawia, że rzęsy
wyglądają jak malowane tuszem). Nie wiem, co według innych fajnego jest w
chodzeniu w „masce” na twarzy. Najczęstszym problemem wydaje mi się
nieodpowiednie dobieranie podkładu i przesadzanie z ilością kosmetyków. Nieraz
widziałam, jak dziewczyny z mojej klasy noszą wręcz pomarańczowe „maski”.
Dlaczego? Podkład z kosmetyczki mamy albo siostry lub złe dobranie. Zastanówmy
się jednak jaki jest powód „obszernego” makijażu? Zazwyczaj nieakceptacja
siebie. Czasami mamy wrażenie, że nasza twarz jest okropna. Nienawidzimy jej.
Czasami chcemy się poczuć pewniej, wyglądać na starszą. Tylko, że to wszystko
do niczego nie prowadzi. Jedynie psuje się cera, a nasze kompleksy nie znikają.
Make up nie zawsze coś zmienia i dlatego najlepszym wyjściem jest znalezienie w
sobie czegoś co nam się podoba i polubienie się. Czasami wystarczy się
zaakceptować, choć często jest to trudne.
~Agu :-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz